kogo z nauczycieli poprosisz o współprowadzenie zajęć, ile czasu poświęcisz na zajęcia. Najbardziej korzystne ustawienie krzeseł to krąg. 1. Powitanie i integracja. Zaplanuj integrację zespołu klasowego. W przypadku każdej klasy warto wprowadzić zabawę „Wszyscy, którzy tak jak ja…” - wszyscy siedzą w kręgu na krzesłach.
Stowarzyszenie udostępnia bezpłatnie na swojej stronie scenariusze lekcji etyki dla szkoły podstawowej do pobrania w formacie pdf. Wszystkie zamieszczone scenariusze lekcji etyki i filozofii są naszego autorstwa. Scenariusze tworzą: Katarzyna Ciarcińska dla klas 1-3 i 4-6 szkoły podstawowej, Małgorzata Kacprzykowska dla klas 7-8 szkoły podstawowej, Paweł Kołodziński dla szkół ponadpodstawowych. Zobacz nasze scenariusze lekcji etyki i filozofii: Szkoła podstawowa klasy 1-6 Szkoła podstawowa klasy 7-8 Szkoła ponadpodstawowa Bądź na bieżąco! Nowo dodane scenariusze lekcji etyki i filozofii publikujemy na stronie stowarzyszenia na Facebooku!
17Więcej informacji na temat studiów znajdziesz na stronie kierunku: Nauczanie etyki i filozofii Jak zostać nauczycielem etyki? Etyka to jeden z przedmiotów nauczanych w szkołach podstawowych i średnich, który organizowany jest na życzenie rodziców lub gdy zgłosi się co najmniej 7 chętnych uczniów w klasie lub też w oddziale, a wtedy trzeba zapewnić im lekcje w grupie
Liczba wyników dla zapytania 'lekcja wychowawcza': 2494 Poznajmy się lepiej :) Koło fortuny Klasa 1 Klasa 2 Klasa 3 Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 lekcja wychowawcza Życzenia na nowy semestr Odkryj karty Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 Gimnazjum Dorośli Liceum Technikum Lekcja wychowawcza Wakacje Znajdź słowo Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 lekcja wychowawcza Integracja Odkryj karty Klasa 1 Klasa 2 Klasa 3 Klasa 4 Klasa 5 Lekcja wychowawcza Dopasuj uczucia Sortowanie według grup Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 Dorośli lekcja wychowawcza Polski Nasze wakacje Losowe karty Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 lekcja wychowawcza moja rodzina w językach świata Pasujące pary Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 Historia i społeczeństwo lekcja wychowawcza Umiejętności społeczne wiedza o społeczeństwie Co jest dokuczaniem? Sortowanie według grup Klasa 8 Liceum lekcja wychowawcza Psychologia rewalidacja Dokończ zdanie Koło fortuny Klasa 1 Klasa 2 Klasa 3 Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 Dorośli Liceum lekcja wychowawcza Polski rewalidacja Regulamin szkolny Odkryj karty Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 lekcja wychowawcza
MEN szykuje rozporządzenie, które nakaże dyrektorom zapewnić lekcje etyki uczniom niechodzącym na religię. A uczniom – wybieranie jednego z tych przedmiotów Aktualizacja: 11.12.2008 11:55 Publikacja: 11.12.2008 02:02
Opis Książka jest przeznaczona dla wszystkich twórczych nauczycieli w klasach I - III, chcących uatrakcyjnić swoje lekcje i rozszerzyć je o nowe, niekonwencjonalne zajęcia. Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej, poświęconej programowi nauczania etyki, zostały omówione następujące zagadnienia: Założenia ogólne programu Dziecko w wieku wczesnoszkolnym a moralność Źródła literackie wykorzystane w programie Szczegółowe cele kształcenia Treści kształcenia oraz przewidywane osiągnięcia uczniów trzyletnim cyklu nauczania Przykładowe propozycje tematów do zrealizowania Komentarz metodyczny Procedury osiągania celów Ocenianie Na drugą część książki składają się: Wybór tekstów do etyki Kilkadziesiąt gotowych scenariuszy lekcji do nauczania etyki w szkole podstawowej Dodatkowo książkę wzbogacają przykłady wykorzystania tekstów z podręczników szkolnych oraz propozycje lektur. Kategoria wiekowa Dorośli Cena 37,50 zł Special Price 28,12 zł Oszczędzasz: 9,38 zł (25%) Dostępność Brak w magazynie
Od 1 września 2014 r. szkoła będzie musiała zorganizować lekcje etyki nawet wtedy, gdy tylko jeden uczeń zadeklaruje uczestnictwo w takich zajęciach. Aktualizacja: 26.03.2014 12:00
W sieci chaosu i stereotypów. O lekcjach etyki w szkołach Piszę ten komentarz świeżo po lekturze dwóch tekstów, jakie się ukazały w Rzeczpospolitej i na portalu Tokfm. Jestem nauczycielem etyki. Jestem też od ponad 10 lat e-dydaktykiem, czyli uczę przez Internet. I mam juz dość czytania o sposobach rozwiązania „problemu” wprowadzenia etyki do szkół. Od lat Ministerstwo Edukacji Narodowej nie potrafi i nie chce rozwiązać tego w gruncie rzeczy nieskomplikowanego problemu. Wieloletnia niemoc, przykryta szatą chaotycznych, ad hoc podejmowanych decyzji, doprowadziła do obecnej sytuacji, w której nikt nie jest już w stanie zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. A chodzi o kilka prostych spraw. I. „Obowiązkowe” lekcje etyki. Narastający przez lata urzędniczy chaos doprowadził do sytuacji, w której to ja - nauczyciel - pytany jestem przez szkolną administrację, „jak to z tymi lekcjami etyki jest: są obowiązkowe, czy nie są?”. W normalnym świecie to pracownik szkolnej administracji informuje nauczyciela o obowiązujących przepisach i planowanych lub wprowadzanych zmianach. W przypadku lekcji etyki nie istnieje, jak widać, ostra granica między tym, co normalne i nienormalne. Dlaczego tak jest? Kto odpowiada za opisany chaos w tym segmencie edukacji? Oczywiście są to urzędnicy, którzy nie potrafiąc odnaleźć się w ideologicznym sporze, uciekli od odpowiedzialności oferując rozwiązanie na wskroś oryginalne: lekcje etyki stają się obowiązkowe z chwilą złożenia przez rodziców ucznia dobrowolnej deklaracji, że córka/syn nie będą uczęszczać na szkolne lekcje religii, a będą - na etyki. Gwoli rzetelności bowiem powiedzieć niezorientowanym wypada, że rodzic/uczeń ma trzy, a nie dwie opcje do wyboru: chodzić na lekcje religii, chodzić na lekcje etyki lub nie chodzić na żadną z powyższych. Dla dyrektora szkoły trzecia opcja jest, wbrew pozorom, najbardziej kłopotliwa - musi bowiem wprowadzić rozwiązanie, które da pewność, że uczeń/uczennica w czasie „okienka” nie wyjdzie ze szkoły i nie zrobi czegoś głupiego. Powinien zatem zorganizować np. godziny w czytelni szkolnej biblioteki, co zazwyczaj jest oczywiście fikcją, bowiem dzisiejsi uczniowie i uczennice mając do dyspozycji trzy kwadranse wolnego czasu, jedynie w akcie największej desperacji wybierają się do szkolnej biblioteki, a najczęstszą praktyką pozostaje przeczekiwanie na korytarzu do następnej lekcji. Dyrektorom szkół nie pozostaje często nic innego, niż wywieranie nieformalnego nacisku na uczniów i uczennice, którzy nie uczęszczają na lekcje religii, i wbrew przepisom zmuszanie bogu ducha winnych istot do uczestnictwa w lekcjach etyki. Jest to działanie absurdalne z dwóch co najmniej powodów: 1. Uczniowie i uczennice przymuszeni do lekcji etyki oporują, jak tylko mogą, co stanowi nie lada problem dla nauczyciela usiłującego poprowadzić lekcję w formie wolnej dyskusji. 2. Zmuszanie wbrew przepisom uczniów i uczennic do lekcji etyki kłóci się z głównym przesłaniem lekcji etyki... II. Wojna etyki z religią. Wyżej opisany absurd urzędniczy ma, rzecz jasna, głębsze korzenie. Napisałbym, iż to korzenie ideologiczne, gdybym w to wierzył. Ale nie wierzę. To nie ideologia - to niewiedza i bezmyślność. Doprowadzić do sytuacji, w której uczeń szkoły podstawowej, gimnazjalnej, technikum czy liceum może uczęszczać albo na religię, albo na etykę (taka jest wszak codzienna praktyka) mógł jedynie ktoś pozbawiony zwyczajnie podstawowej wiedzy na temat tego, czym jest etyka. Oba te szkolne przedmioty nie mają sprzecznych programów nauczania, mają programy wzajem uzupełniające się. Piszę w tej chwili o katolikach, którzy mogliby wyrazić chęć uczestnictwa w lekcjach etyki, gdyby ich do rzeczonej nie nastawiono wrogo. Rzetelnie prowadzone lekcje religii mogą dać uczniowi fundament wiedzy na temat wyznawanej religii, rzetelnie prowadzone lekcje etyki - fundament wiedzy na temat aksjologii: wiedzę o świecie wartości i pakiet umiejętności prowadzenia rozmowy o podejmowanych na co dzień decyzjach, wyznawanych poglądach i przekonaniach, umiejętność uzasadniania wyrażanych ocen etycznych. Gdzie tutaj widać programową sprzeczność między omawianymi przedmiotami? Gdzie znaleźć racjonalne uzasadnienie niemożności uczęszczania zarówno na lekcje religii, jak i etyki? Nie wiem, doprawdy nie wiem. Wiem natomiast, jakim barbarzyństwem jest wciskanie etyki w gorset światopoglądu laickiego, antyklerykalnego, antyreligijnego. Czy Józef Tischner naprawdę był tak fatalnym etykiem? Po co ta wojna? III. Nowy, wspaniały program nauczania etyki. MEN oznajmiło, że niewiele się zmieni, dopóki nie zostaną wprowadzone kolejne nowe programy nauczania. Kolejne remedium na całe zło sytuacji etyki w szkole. Urzędnicy jak zwykle popełniają prosty logiczny błąd myląc rację z następstwem. To nie nowe programy nauczania i nowa podstawa programowa uleczą chorą sytuację edukacji etycznej w szkole. Pierwszym, koniecznym do wykonania krokiem jest podjęcie decyzji dotyczącej obowiązującego statusu lekcji etyki w systemie oświaty. Czy mają być rzeczywiście obowiązkowe (i powszechne)? A może powinny zostać zastąpione regularną i powszechną edukacją filozoficzną na każdym, od najniższego, etapie edukacji? Sukcesy projektów takich, jak Lego-logos Jarosława Spychały, przekonują dobitnie, że istnieje wyraźna potrzeba edukacji filozoficznej w polskiej szkole. I trudno znaleźć prawdziwy powód, dla którego polskie dzieci (w przeciwieństwie do niemieckich czy francuskich) nie miałyby tej potrzeby zaspokajać w trakcie lat obowiązkowej nauki... Dla nieprzekonanych tego typu argumentami, pozostaje zawsze nieśmiertelne odwołanie się do „kryterium przydatności”. Filozofia jako przedmiot kształcący postawy refleksyjne, ale twórcze, aktywne i poszukujące - czy nie takiego przedmiotu potrzebuje polska oświata „produkująca” przyszłych pracowników na zmieniający się jak w kalejdoskopie rynek pracy? Gdy już odpowiemy sobie na te pytania o potrzebę i kształt edukacji etycznej/filozoficznej w polskiej szkole, wówczas zasadne będzie podjąć działania w celu określenia podstawy programowej, programów nauczania i listy podręczników. Pisanie dobrego programu nauczania lub podręcznika w sytuacji permanentnego chaosu i nieodpowiedzialnych urzędniczych decyzji, jest wyrazem tylko i wyłącznie dobrej, twórczej woli autora. Nie daje się natomiast obronić w żaden systematyczny (systemowy) sposób, bowiem nie ma żadnego stałego punktu odwołania, który mógłby stanowić kryterium oceny. Są osoby, które podejmują ten wysiłek, ale będzie on dopóty - systemowo, nie indywidualnie - próżny, dopóki MEN nie określi zasad funkcjonowania etyki w szkole. Ile jeszcze można wyprodukować programów nauczania i podręczników porządkujących materiał nauczania w przypadkowe moduły? Jak długo jeszcze da się żonglować tymi samymi, nieuporządkowanymi w czasie treściami? Dopóki MEN nie określi linearnie, systematycznie wymogów przedmiotowych dla etyki na każdym poziomie polskiej edukacji, dopóty kształt prowadzonych w szkole lekcji będzie wyrazem swobodnej, twórczej postawy nauczyciela, bez związku z prawidłami rozwoju moralnego i społecznego młodego człowieka. IV. E-learning - nowa chorągiewka (bo nie sztandar) MEN Ten obszar w obecnie toczonej debacie jest dla mnie najważniejszy, bo najbardziej bolesny. I to jemu poświęcę najwięcej miejsca. Jestem praktykiem i najgorętszym sympatykiem nauczania e-learningowego. Nie mogę jednak czytać spokojnie kolejnych zapowiedzi urzędników Ministerstwa Edukacji Narodowej, że „już za dwa lata” „problem” prowadzenia lekcji etyki w szkole zostanie nowocześnie rozwiązany poprzez wprowadzenie e-learningu. Nie mogę spokojnie czytać nie dlatego, iżbym sądził, że to pomysł chybiony. Uważam go bowiem za bardzo dobry. Dostaję gęsiej skórki jednak, gdy słucham, jakie problemy i w jaki to sposób ma rozwiązać wprowadzenie e-learningowych lekcji etyki w szkołach. Otóż czytam w Rzeczpospolitej, że „MEN zamierza wprowadzić możliwość kształcenia na odległość za pomocą e-learningu” na lekcjach etyki, „aby problemem w prowadzeniu tych lekcji nie był brak wykwalifikowanych nauczycieli”. Czyli mówiąc wprost: ponieważ nie ma dzisiaj nauczycieli etyki (co jest nieprawdą - przyczyny „problemów” etyki w szkołach są inne, o czym pisałem już nieco wyżej), to damy Wam narzędzie do nauczania etyki, w którym nauczyciele nie będą potrzebni. Kto takie rzeczy wymyśla? Po jakiej analizie? Nie dziwię się licznym komentatorom, w tym również nauczycielom, którzy po tak konstruowanej zapowiedzi Ministerstwa, nie potrafią inaczej niż krytycznie odnieść się nie tylko do samej propozycji Ministerstwa, ale do całej idei nauczania etyki metodą e-learningu. Wylewają, moim zdaniem, dziecko z kąpielą. Ale mają do tego święte prawo po tak, a nie inaczej formułowanych uwagach urzędników. Argumentują oni (jak np. Ewa Rutkowska, nauczycielka filozofii i etyki w jednym z warszawskich gimnazjów), że „ten przedmiot opiera się na dyskusji”, zatem w domyśle nie może być prowadzony w odhumanizowanym, wirtualnym środowisku Internetu. Na tak formułowane uwagi mam zawsze jedną odpowiedź: zerknijcie, proszę, na fora i portale społecznościowe. Sprawdźcie, czy nie są one przypadkiem miejscem „zamieszkanym” w głównej mierze przez Waszych uczniów? Czy ktoś ich do tego zmusza? Czy nie prowadzą tam przypadkiem mniej lub bardziej owocnych (poziom na razie przemilczmy) dyskusji? W potocznym mniemaniu utożsamiamy e-learning ze zautomatyzowanym procesem edukacyjnym, który w skrócie sprowadzić można do schematu: „loguję się - czytam/oglądam kolejne ekrany - rozwiązuję test - otrzymuję punkty - zaliczam - wylogowuję się”. Jest to w części uprawniony złą praktyką szkodliwy stereotyp kształcenia metodą e-learningu, a MEN zupełnie nie rozpoznając jego niebezpieczeństw, zamierza go na nieszczęście polskiej edukacji wcielić w życie. Czy jest jeszcze czas, aby urzędnicy się opamiętali? A gdyby to było możliwe, to co można by zaproponować w zamian? E-learning nie jest jedną, prostą, zautomatyzowaną metodą nauczania. E-learning to cały świat metod, narzędzi i rozwiązań edukacyjnych. Przez 10 lat prowadzenia zajęć na platformach zdalnego nauczania, odbyłem mnóstwo satysfakcjonujących, głębokich, udanych rozmów i dyskusji. Było to możliwe w głównej mierze dzięki metodykom zdalnego nauczania (tak, są tacy), którzy tak zaprojektowali proces edukacyjny, by kluczowym elementem procesu edukacyjnego uczynić prowadzącego kurs e-learningowy, by to jego postawa i aktywność w głównej mierze kształtowały obraz nauczanego przedmiotu oraz wpływały na relacje z uczniami. Albowiem tak, w świecie e-learningu jest również miejsce na tę tradycyjną, cenną relację. Co więcej, z perspektywy rzeczonych 10 lat doświadczeń e-edukacyjnych, skłonny jestem twierdzić, że niejednokrotnie udało mi się zbudować przez Internet z uczniem/studentem relację głębszą i trwalszą niż w edukacji w tzw. świecie rzeczywistym. Różnice między kontaktem wirtualnym a realnym są oczywiste, ale ich ocena w kontekście edukacji już taka oczywista nie jest. Spójrzmy bowiem na przedmiot, jakim jest etyka. Istotą tych zajęć lekcyjnych jest prowokowanie dyskusji, zmuszanie do namysłu, motywowanie do poszukiwań odpowiedzi i rozwiązań. A gdyby tak tę dyskusję przenieść na specjalnie wyodrębnione, tematyczne forum? Forum wymiany wiedzy, myśli i poglądów. Forum, na którym dyskutuje się nie przez lekcyjną godzinę, lecz - powiedzmy - tydzień. Uczeń ma stały dostęp do tego forum (oraz bogatych materiałów lekcyjnych, również z wolnych zasobów Internetu) i w dowolnej, ulubionej porze dnia lub nocy, loguje się doń i wypowiada. Prowadzący zaś pełni rolę moderatora, facylitatora, czasami prowokatora, czasami cenzora (gdy dyskusja zajdzie za daleko). Tydzień to szmat czasu. Umiejętnie prowadzona na takim forum dyskusja potrafi przerodzić się w arcyciekawą, rozwijającą przygodę. E-learning nie musi (nie może!) być pojedynkiem „uczeń kontra maszyna”. E-learning to ludzie; to spotkanie myśli, poglądów, przekonań żywych ludzi (uczniów z nauczycielem) w zmodyfikowanym środowisku, które z edukacyjnej perspektywy skrywa w sobie równie wiele pułapek, co twórczych możliwości. Trzeba jedynie tego twórczego sensu e-learningu być świadomym. Wypowiedzi urzędników Ministerstwa Edukacji Narodowej każą wątpić, czy tak jest. Ten, kto zapomina, iż kluczową postacią procesu edukacyjnego w e-learningu (poza zawsze najważniejszym uczniem), jest prowadzący, ten nic kompletnie nie wie o e-learningu oraz o nauczaniu etyki. Appendix: Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję, która naświetla jednak kwestię źródeł funkcjonowania złego stereotypu e-learningu w edukacji. Ten stereotyp nie dotyczy bowiem jedynie szkolnej edukacji, dotyczy on również biznesu na tzw. wolnym rynku zamówień. Wielokrotnie studiując zapisy zapytań ofertowych otwierałem szeroko oczy ze zdumienia nad ich kształtem i absurdalnością. Bo jak inaczej oceniać zapytanie, którego przedmiotem jest budowa i obsługa szkolenia e-learningowego, na którą składają się stworzenie materiałów i narzędzi szkoleniowych (czyli powiedzmy stu „ekranów”) oraz obsługa 2000 kursantów w ciągu trzech miesięcy? Pieniędzy w budżecie na prowadzących szkolenie nie zapewniono. Moje próby zrozumienia podobnych sytuacji trwały do czasu, gdy trafiłem na szkolenie przygotowujące przedsiębiorców do korzystania z dofinansowania dla projektów innowacyjnych w e-gospodarce (unijno-parpowski program PO IG Otóż w ramach tego programu przedsiębiorcy działający w Internecie mogą ubiegać się o dofinansowanie tzw. E-usługi. Rzecz dotyczy również przedsiębiorców funkcjonujących na rynku edukacji. Chodził mi po głowie wówczas pomysł zbudowania dużej ogólnopolskiej platformy e-learningowej służącej szkołom do bezpiecznego i rzetelnego nauczania etyki. Myślałem wówczas naiwnie, że skoro planuję uruchomienie edukacyjnej e-usługi, to mam szansę ubiegać się o to dofinansowanie. Jakież było moje zdziwienie, gdy już podczas spotkania informacyjnego pouczono mnie, że dofinansowanie otrzymać mogą jedynie projekty oparte na zautomatyzowanym mechanizmie „nauczania”. Urzędnicy definiują bowiem e-usługę jako „usługę świadczoną w sposób zautomatyzowany, za pomocą systemów teleinformatycznych w publicznych sieciach telekomunikacyjnych, na indywidualne żądanie usługobiorcy i bez konieczności jednoczesnej obecności obu stron w tej samej lokalizacji". Definicja ta jest stosunkowo prosta i przejrzysta. Ale kryje w sobie mielizny, gdy przyłożyć ją do interesującego nas obszaru usług edukacyjnych. Nie widzę wszak nic zdrożnego w dofinansowywaniu projektów aplikacji czy platform opartych na zautomatyzowanym świadczeniu usług. One są potrzebne i przynoszą pomysłodawcom spore profity, nie trzeba nikogo o tym przekonywać. Jednak stosowanie podobnego schematu do usług w obszarze edukacji wydaje się co najmniej dyskusyjne. W osobnym zapisie administracja informuje, czego do e-usług się nie zalicza i że są to „usługi edukacyjne, w ramach których treść kursu przekazywana jest przez nauczyciela za pomocą Internetu (połączenie zdalne)". Chciałoby się zapytać, dlaczego? Dlaczego jest dobrą edukacyjną e-usługą ta, która automatyzuje proces przekazywania wiedzy i umiejętności (zapamiętaj, zrób test, zalicz), a nie jest ta, która do mechanizmów i narzędzi obecnych na tamtej dodaje jeszcze wykwalifikowanego człowieka, który nawiązuje kontakt z uczniem / kursantem / użytkownikiem w tym celu, aby spersonalizować i ożywić proces zdobywania wiedzy? Nie wiem, pozostanie to dla mnie nierozwiązaną zagadką. W moim oglądzie jest to zaprzeczenie idei dobrego e-learningu i nie prowadzi naszej edukacji w dobrą stronę. MEN powielając fatalne schematy PARPowskie, obudzi się za kilka lat z tego snu wariata i zacznie odkrywać, że "coś poszło nie tak", że gdzieś ktoś popełnił błąd, że uczeń pozostawiony sam sobie na platformie e-learningowej nie będzie robił tego, czego odeń oczekujemy. Będzie rok 2020 i jak polska edukacja długa i szeroka zacznie się dyskusja, dlaczego e-learning nie spełnił pokładanych w nim nadziei... Szymon Iwanowski
Opisy gier i zabaw na lekcjach etyki - część 16 - scenariusz lekcji etyki dla klas 5-8 - kluczowe pojęcia: zakochać się
Lekcje etyki postrzegane są w Polsce jako antykatecheza, a nawet zagrożenie dla moralności. Czego właściwie się na nich uczy? Najmłodsi uczniowie Anny Ziemskiej uwielbiają zabawę w ludożerców. Punkt wyjścia to historia o podróżniku, który trafił na wyspę ludożerców i musi ich przekonać, żeby go nie zjedli. Klasa dzieli się rolami, a nauczycielka zostaje głównym ludożercą i przewodniczącą trybunału ludożerców, który będzie oceniał argumenty stających przed nim kolejno ofiar. Trzeba się nieźle namęczyć, żeby trybunał przekonać. Anna Ziemska razem z młodym współpracownikiem Łukaszem Malinowskim stworzyła program etyki dla wszystkich poziomów edukacji „Ludzkie ścieżki”, nagrodzony w konkursie Ośrodka Rozwoju Edukacji przy MEN. W swojej szkole uczy także polskiego i wymienia trzy rzeczy, które różnią etykę od innych przedmiotów: – Na polskim mam jasny cel, np. nauczyć pisowni z „rz”, i jasne kryteria, jak to sprawdzić – na etyce jest to niemożliwe. Po drugie, choć uczę od wielu lat, wchodząc do klasy na etykę, nigdy nie wiem, jak ta lekcja się potoczy. Po trzecie, na pytanie ucznia mam pełne prawo odpowiedzieć: nie wiem, zastanawiam się, nie mam gotowych rozwiązań – deklaruje. Żeby zostać nauczycielem etyki w Polsce, trzeba być trochę szaleńcem, bo w przypadku tego przedmiotu prowadzący zajęcia zdany jest właściwie sam na siebie. Ministerstwo przygotowało, co prawda, podstawy programowe, ale to szkic o dużym poziomie ogólności. Zajęć z ich pomocą prowadzić się nie da. MEN zatwierdziło tylko dwa podręczniki. Oba dla szkół ponadgimnazjalnych: „Etykę dla myślących” Magdaleny Środy i podręcznik autorstwa Pawła Kołodzińskiego i Jakuba Kapiszewskiego; przy czym – zdaniem wielu nauczycieli – ten drugi to raczej zbiór umoralniających pogadanek. Dla podstawówki i gimnazjum nie ma nic. – Absolwenci po studiach nauczeni są doktryn filozoficznych. Skąd mają wiedzieć, jak przełożyć je na język dzieci? Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że zajęcia bywają prowadzone w grupach międzyklasowych, np. w klasach I–VI. Żeby poprowadzić taką lekcję bez merytorycznego wparcia, etyk musiałby być geniuszem – mówi Andrzej Wendrychowicz, który od trzech lat prowadzi portal W ramach pracy społecznej tłumaczy scenariusze przygotowane przez niemieckie stowarzyszenie Związek Humanistyczny, gdzie nad materiałami do etyki pracuje sztab specjalistów. – Traktuję to jako rodzaj misji, bo dobrze prowadzona etyka to wielka szkoła dyskusji, dialogu, argumentacji, a także tolerancji. Nauczyciele szukają, szperają po księgarniach i w Internecie, wymieniają doświadczenia, piszą własne programy. Wielu ma skończonych po kilka fakultetów; oprócz filozofii i pedagogiki, także biologię, polonistykę czy wiedzę o kulturze. Uczenie etyki traktują jako intelektualną przygodę, a brak podręczników przekuli w zaletę, twierdząc, że ścisłe trzymanie się programu mogłoby te zajęcia zabić. Także dlatego, że tematy powinny reagować na wydarzenia: jest trzęsienie ziemi w Japonii, robi się lekcje o pomocy humanitarnej, w szkole pojawiają się romskie dzieci, robi się lekcję o stereotypach narodowych. Lekcja pierwsza: etyka dla początkujących – Ostatnio mieliśmy lekcję o kryteriach piękna. Dzieci wybierały zdjęcia różnych ludzi i tłumaczyły, dlaczego się podobają. Była ostra dyskusja, np. czy tylko młodzi mogą być piękni. A ten to gej, powiedział jeden z uczniów o mężczyźnie na zdjęciu. Pytam, dlaczego. To przecież widać, odpowiedział – mówi Janina Tyszkiewicz, nauczycielka etyki w podstawówce na warszawskim Bemowie. – Na następnych zajęciach wymieszałam zdjęcia osób homo- i heteroseksualnych i mieli wybierać. Kłócili się, przebierali, oczywiście wyszło, że się nie da. No i spontanicznie zrobiła nam się z tego lekcja o tolerancji. Z dyskusji, czy wolno zabijać zwierzęta, która przerodziła się w kłótnię, zrodziła się kwestia, czy dyskusja musi być kłótnią i jakie warunki muszą być spełnione, by była spokojną rozmową. W klasach I–III nauka musi być formą zabawy, opowieści. Punkt wyjścia to tekst pokazujący jakiś dylemat moralny. To mogą być choćby baśnie Andersena, „Mały książę”, Muminki czy fragmenty książki „Tao Puchatka”. Dzieci ilustrują je rysując albo budując z klocków lego. W ten sposób można mówić o najpoważniejszych tematach: wolności, szczęściu, a nawet śmierci. Uczniowie Janiny Tyszkiewicz grają w biednych i bogatych. Role się losuje, a potem rzuca kostką. Bogaty za każdym razem dostaje tyle cukierków, ile oczek wyrzucił. Biedny dostaje fant tylko wtedy, kiedy wyrzuci szóstkę. Na własne oczy widzą, jak działa dystrybucja dóbr. Bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Powstaje pytanie, czy nie należałoby im pomóc, bo mają nierówne szanse. Na końcu „bogacze” mają zdecydować, co zrobią ze zgromadzonym dobrem. Najczęściej się dzielą. Anna Ziemska zaprasza także wolontariuszkę z hospicjum dziecięcego, której uczniowie mogą zadawać pytania. Na lekcjach Janiny Tyszkiewicz początkiem rozmowy o wartościach jest wyklejanie kolażu z obrazków, które dzieciom kojarzą się z dobrem i złem. – Jest o czym rozmawiać, bo podczas tej zabawy widać, jak ogromna jest dziś u dzieci fascynacja złem – mówi Janina Tyszkiewicz. – Dobre to są np. banany. Natomiast z upodobaniem wybierają zdjęcia jakichś kościotrupów, potworów, karabinów, z których powystrzelaliby niedobrych ludzi. Opowiadają o lęku przed zombie. Muszę tłumaczyć, że człowiek po śmierci nie wstaje z grobu; że to tylko popkultura chce ich postraszyć. Przez wszystkie klasy podstawówki poruszane są tematy związane z ekologią, religiami świata, niepełnosprawnością (dzieci mają np. dokładnie obejrzeć budynek szkolny i wypunktować miejsca, gdzie osoba na wózku może mieć kłopoty). Od klasy IV można wprowadzać poważniejsze teksty: „Bajki z królestwa Lajlonii” Leszka Kołakowskiego, książki takie jak „Oskar i pani Róża” czy nawet fragmenty pism filozofów. Byle krótkie i proste. – Same korzyści – deklaruje Anna Ziemska. – Nie dość, że dzieci poznają takie postaci, jak Sokrates, Platon, Arystoteles czy św. Augustyn, to jeszcze na własnej skórze przekonują się, że filozofia nie musi być nudna i niezrozumiała. Ze starszymi można w ten sposób przerabiać nawet imperatyw kategoryczny Kanta. Trzeba tylko wyjść od szczegółu, np. historii biednej kobiety, której dziecko idzie do szkoły, ale nie ma książek. Na ulicy znajduje torbę z podręcznikami. Czy powinna ją oddać? Lekcja druga: etyka dla poszukujących Wszyscy nauczyciele przyznają, że gimnazjum to specyficzna faza rozwojowa. Uczniowie nie pracują już w grupie tak chętnie, lubią się wyłamywać, prowokować. Trudniej ich czymś zainteresować. Ale z drugiej strony więcej już wiedzą i rozumieją, więc łatwiej podejmować poważne tematy. – Na tym etapie uczniowie częściej pytają nauczyciela o jego poglądy. Odpowiadamy, ale nie narzucamy. To czas, kiedy młodzi ludzie próbują budować swój system wartości, a my próbujemy im w tym pomóc – mówi Anna Ziemska. Jej współpracownik Łukasz Malinowski uczy w klasach gimnazjalnych. Wygląda niemal jak rówieśnik swoich uczniów i ma swoje sposoby, żeby do nich dotrzeć. Książki i obrazki nie wystarczą; trzeba iść w multimedia: filmy, muzykę, nawet teledyski. – Zajęcia o tym, czym jest twórczość, co to jest wartość artystyczna, czy istnieje kultura wysoka i niska, zaczynam od prezentacji kiczowatego teledysku i pytania, co im się w tym podoba – opowiada. – Ważne, żeby punktem wyjścia było coś, z czym mają styczność, coś z ich otoczenia. Zajęcia na temat utopii zaczyna od filmu „Avatar”, potem spokojnie można sięgać po „Państwo” Platona. Świetnym punktem wyjścia do dyskusji o prawach człowieka jest „Defilada” Andrzeja Fidyka. Rozstrzygnięcie konkursu World Press Photo może być pretekstem do rozmowy nie tylko o tym, czym jest plagiat czy fotomontaż, ale także czy ludzki dramat można potraktować jako sztukę. – To są fantastyczne dyskusje i nigdy się nie wie, do czego się dojdzie. Kiedyś, zaczynając od rapowego tekstu, skończyliśmy na Dostojewskim – mówi. Lekcja trzecia: etyka dla dorastających Czy zły człowiek może być szczęśliwy? Czy istnieją naturalne granice zachowań konformistycznych? Czy zło ma charakter subiektywny i wiąże się z krzywdą drugiego człowieka, czy obiektywny i wiąże się ze złamaniem ważnej zasady moralnej? To przykłady ćwiczeń z podręcznika Magdaleny Środy, który jest poza tym solidnym wykładem z historii etyki. Ale pisanym tak, by pokazać ciągłość pewnych sporów, dylematów i postaw. W starożytnych cynikach np. można dostrzec prekursorów współczesnych buntowników i krytyków kultury konsumpcyjnej. Leszek Gancarz jest nauczycielem od 30 lat. Uczył historii, wiedzy o społeczeństwie, przygotowania do życia w rodzinie. Teraz wykłada etykę w kilku warszawskich szkołach ponadgimnazjalnych: liceach i technikach; lepszych i gorszych. Dlatego postanowił opracować własny program. Wszystko w Power Poincie. Ścieżka dla klasy I to etyka w literaturze. – Przecież wielka literatura to moralitety: Szekspir, Dostojewski, Mann, Czechow, Nabokov – wymienia. Oczywiście nie ma żadnych złudzeń, że jego uczniowie te książki przeczytają. Przygotował streszczenia w postaci prezentacji komputerowych. Potem prosi uczniów, by zadawali pytania. Najczęściej nie mają żadnych, więc stawia je sam. Po „Pani Bovary” na przykład: czy kobieta może kochać kilku mężczyzn? Dlaczego społeczeństwo potępia niewierność? Dlaczego spada liczba małżeństw, a rośnie liczba związków nieformalnych? Wtedy zaczynają mówić. Na koniec lekcji trochę ciekawostek związanych z tematem: ilustracje do książki, fragmenty ekranizacji, muzyka z epoki. – Dla rozluźnienia, ale też żeby pokazać, że kultura jest pewną całością – deklaruje. Dla klasy II przerobił na Power Pointa książkę prof. Jacka Hołówki „Wybrane problemy moralne współczesności”. Przed reformą był to podręcznik do IV klasy liceum, po reformie poszedł na przemiał. – Barbarzyństwo – denerwuje się Leszek Gancarz. – To jest absolutny samograj. Na początku jest prezentacja sześciu głównych teorii etycznych: formalizmu, utylitaryzmu, etyki cnoty, etyki miłości bliźniego, etyki umowy społecznej i teorii uprawnień. Potem przedstawionych jest 50 problemów do rozwiązania. Po 10 z takich dziedzin jak: medycyna (tajemnica lekarska, klonowanie ludzi, przymusowe leczenie), polityka (cenzura, podział władzy, terroryzm, azyl polityczny), społeczeństwo (nudyzm, wolność dla ryzykantów, czy szokowanie jest formą agresji), ekologia (segregacja śmieci, naturalne futra, myślistwo) i science fiction (potencjalne problemy ludzi z zamieszkałymi na wyspie kosmitami, np. mają tradycję bicia żon, czy ludzie powinni interweniować?). – Każdy z tych problemów oglądamy w świetle sześciu teorii etycznych, żeby sprawdzić, jak go rozwiązuje – tłumaczy Gancarz. – Młodzież bardzo łatwo wciąga się w dyskusję. A ja ją przeplatam wyszperanymi w Internecie obrazkami, bo dziś lekcja musi być spektaklem. Klasa III to kurs historii filozofii. Krótkie komputerowe prezentacje sylwetek najważniejszych myślicieli. – Może im się coś z tego przyda do matury – mówi Leszek Gancarz. Nie ma złudzeń, że oni to wszystko zapamiętają. Deklaruje, że nie chodzi mu o to, by wtłaczać im wiedzę na siłę, ale żeby pobudzać do własnych poszukiwań. Żeby zaczęli pytać, myśleć, a niektórzy nawet czytać. – Jak mawiał Plutarch, uczeń to nie statek, który trzeba załadować, ale pochodnia, którą trzeba rozpalić. Świadectwo dojrzałości Dobrze prowadzona etyka nie może być umoralniającą pogadanką. Uczniowie tego nie kupią. Nauczyciele twierdzą, że nawet najmłodsi nie pytają o źródło wartości, o to, co jest dobre, a co złe. Chcą o tym dyskutować i podczas tych dyskusji sami dochodzą do tego, że skoro nie chcą być krzywdzeni, nie powinni krzywdzić innych; źródłem wartości jest drugi człowiek i szacunek dla niego. „Etyka nie jest dziedziną wiedzy, która daje gotowe definicje i rozwiązania. Podręcznik do etyki nie jest zatem zbiorem przepisów dotyczących tego, jak rozwiązać problemy moralne świata” – pisze prof. Magdalena Środa we wstępie do podręcznika dla szkół ponadgimnazjalnych „Etyka dla myślących”. W przypadku religii sprawa jest prosta – o tym, co dobre i złe, decyduje Bóg. Etyka będzie się zastanawiać: czy coś jest dobre, bo tak zadecydował Bóg, czy Bóg tak zadecydował, ponieważ to coś rzeczywiście jest dobre. „To bodaj jedyny rodzaj aktywności intelektualnej, gdzie zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi jest ważniejsze niż budowanie nowych albo weryfikowanie istniejących teorii” – deklaruje. Na zarzut, że stawianie pytań i kwestionowanie tradycyjnych odpowiedzi zagraża moralności i może spowodować rozpad hierarchii wartości, odpowiada krótko: moralności zagrażają hipokryzja, cynizm i ignorancja, a nie myślenie. Co więc może być efektem takich zajęć? To, że człowiek będzie bardziej świadomy swojego systemu wartości. Będzie potrafił logicznie formułować pytania, wyciągać wnioski, krytycznie oceniać stanowisko innych i argumentować za własnym. To wielka szkoła debaty. A ta jest w Polsce potrzebna jak tlen. Szkoda tylko, że te zajęcia prowadzone są jedynie w 2 proc. szkół.
. 399 350 118 286 185 126 160 784
pomysł na lekcje etyki